CELIBAT CZY MAŁŻEŃSTWO?

CELIBAT CZY MAŁŻEŃSTWO?

IV Niedziela zwykła

31 stycznia 2021 roku

I CZYTANIE: Pwt 18,15-20. II CZYTANIE: 1 Kor 7,32-35. EWANGELIA: Mk 1,21-28.

W mieście Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką; uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie. Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: „Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży”. Lecz Jezus rozkazał mu surowo: „Milcz i wyjdź z niego”. Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: „Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są mu posłuszne”. I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicznej krainie galilejskiej.

W czasach, gdy przygotowywałem się do kapłaństwa, a więc wcale nie tak dawno temu, seminarzystom (a w zakonach nowicjuszkom i nowicjuszom) powtarzano, że tylko w celibacie można służyć Bogu niepodzielnym sercem. Czasem, zdecydowanie rzadziej, można było usłyszeć nawet, że celibat jest „białym męczeństwem”. Nie wiem jak to wygląda obecnie. Domyślam się jednak, że wiele w tej kwestii się nie zmieniło. Takie myślenie ma swoje korzenie między innymi w nauczaniu św. Pawła, które słyszymy w dzisiejszym pierwszym czytaniu: „Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana (…). Podobnie i kobieta: niezamężna i dziewica troszczy się o sprawy Pana”.

Dzisiaj już doskonale wiemy, że życie małżeńskie jest nie mniej owocne od życia w celibacie. Małżeństwo nie tylko nie przeszkadza w służbie Bogu, lecz przeciwnie – samo jest służbą, gdyż jest przez Boga chciane i jest Jego błogosławieństwem. Nie jest zatem istotne, czy żyjemy w małżeństwie, czy w celibacie. Istotne jest to w jaki sposób żyjemy i jaka jest religijna jakość naszego życia. Istotne jest, czy dostrzegamy w życiu znaki Bożej obecności i Bożego działania. Widzicie je w waszym życiu, w waszych rodzinach, w waszych małżeństwach? Istotne jest także to, czy inni w naszym życiu dostrzegają, jak bardzo to życie jest inspirowane wiarą.

Bardzo porusza mnie historia czeskiego księdza Tomáša Halíka, jednego z najwybitniejszych teologów naszych czasów. Gdy był małym chłopcem, wraz z ojcem ateistą, odwiedził czeskie miasto Klatovy. Ojciec pokazał mu tam cudowny obraz Czarnej Madonny, kiedyś podobno raniący krwawe łzy. To – wydawałoby się – mało znaczące wydarzenie, bardzo poruszyło małego Tomáša. Kilkadziesiąt lat później napisze w swojej autobiografii: „Po raz pierwszy poczułem tam fascynujące, a zarazem przerażające tchnienie tajemnicy”. Ks. Halík wspomina też inne zdarzenie. „Pamiętam, że na krótko przed śmiercią ojciec był ze mną w praskim kościele św. Ignacego, i kiedy wychodząc, obejrzałem się, pierwszy raz widziałem go klęczącego; nic na to nie powiedziałem. Milczeliśmy o tym obaj”. Dwa lata przed śmiercią swojego ojca, Tomáš Halík napisał do niego list, w którym podziękował mu, że choć był „ateistą”, to jednak pomógł mu znaleźć drogę do wary i dał mu najlepsze wychowanie religijne przez to, że był dla niego dobrym ojcem.

Kiedy czytam tę historię ks. Tomáša Halíka, nie mogę nie skonfrontować jej z historią mojego życia. Obie bowiem mają wiele zbieżnych punktów. Nie mogę też nie pomyśleć o tych wszystkich moich znajomych, którzy choć wychowani w religijnych rodzinach, w których – wydawać by się mogło – żarliwie praktykowano wiarę, dzisiaj są ludźmi oddalonymi od Kościoła, niewierzącymi, a nawet odczuwającymi swoiste obrzydzenie do wszystkiego, co z religią się kojarzy. Wszystko przez to, jak mówią, że zmuszano ich do wypełniania określonych rytuałów i dziwacznego stylu życia, nie pokazując przy tym w ogóle Boga i Jego działania. Z rodzinnej pobożności wynieśli zranione uczucia, zły wizerunek Boga i patologiczny obraz religii oraz człowieka.

Podobnie – w mojej ocenie – wygląda problem odwracania się od wiary wielu ludzi młodych, którzy decydują się zerwać więzi łączące ich z Kościołem. Odchodzą, ponieważ nikt im nie pokazał Boga. Były wymagania, nakazy, zakazy, brak poszanowania wolności. Zabrakło najważniejszego – Boga. Jakże mądrego ojca miał ks. Halík – choć ateista, to duchową mądrością przewyższał niejednego księdza.

I jeszcze jedno. Według św. Marka (czytamy o tym w dzisiejszej Ewangelii), Jezus rozpoczął swoją misję od znaku uwolnienia człowieka opętanego duchem nieczystym. Wydarzenie miało miejsce w czasie szabasowego nabożeństwa w synagodze, co jest dość istotnym szczegółem. Duch nieczysty znajduje się bowiem tam, gdzie go nie powinno w ogóle być: w miejscu kultu i duchowego wzrostu. Tymczasem właśnie tam czaił się demon, chcąc zawładnąć świętą przestrzenią, do której wchodzi jej prawowity Właściciel: Pan i Prawodawca. To dla nas ważna lekcja. Często zapominamy, że demon może być obecny wszędzie, bo zło może być wszędzie obecne. Nawet w najbardziej religijnym domu. Paradoksalnie to zło może się skrywać za naszymi najbardziej pobożnymi praktykami, jeśli tylko zabraknie w nich miłości, wolności i mądrości. I najważniejsze – nie jest ważne, czy żyjemy w celibacie, czy w małżeństwie. Nasze życie ma być znakiem obecności Boga. Tylko w  ten sposób możemy zachęcić innych do wejścia na drogę wiary. Nasze domy, nasze plebanie, nasze klasztory mają być niczym sakramenty – znakami obecności i działania Boga. Czy są?

Nasza witryna używa plików cookies. Dowiedz się więcej:Polityka prywatności