CHRZEŚCIJAŃSTWO TO MIŁOŚĆ, PRZYJAŹŃ, MUZYKA - rozważanie na 4. niedzielę zwykłą

CHRZEŚCIJAŃSTWO TO MIŁOŚĆ, PRZYJAŹŃ, MUZYKA

IV Niedziela zwykła

28 stycznia 2024 roku

I CZYTANIE: Pwt 18,15-20. II CZYTANIE: 1 Kor 7,32-35. EWANGELIA: Mk 1,21-28.

W mieście Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką; uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie. Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: „Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży”. Lecz Jezus rozkazał mu surowo: „Milcz i wyjdź z niego”. Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: „Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są mu posłuszne”. I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicznej krainie galilejskiej.

Kafarnaum, o którym mowa w dzisiejszej Ewangelii, było miastem ukochanym przez Jezusa. Przyszedł tu i zamieszkał w domu Piotra po tym, jak został wyrzucony z leżącego nieopodal rodzinnego Nazaretu. Kafarnaum to znaczy miejsce pokrzepienia. Powie kard. Grzegorz Ryś: „Kościół Jezusa nazywa się Kafarnaum. Kościół nie jest po to, żeby kogoś złamać, żeby komuś odbierać siły. Kościół jest od tego, żeby ludziom przywracać siły, przywracać im moc”. Jak to się ma do rzeczywistości?

Z moich (i nie tylko moich) obserwacji wynika, że wielu chrześcijan – katolików niekoniecznie przekonuje taka Jezusowa, ewangeliczna wizja Kościoła. Są tacy i jest ich niemało, którzy chcieliby Kościoła elitarnego, Kościoła ideologicznie czystego, Kościoła dla wybranych, nieskażonych, świętych. Papież Franciszek przypomina nam jednak, że Kościół ma być czymś zupełnie innym – ma być szpitalem polowym, w którym poranieni przez życie ludzie znajdą schronienie, odpoczynek, realną pomoc, pokrzepienie i możliwość powrotu do pełni sił. Temu właśnie miała służyć chociażby zaproponowana przez papieża przed miesiącem możliwość błogosławieństwa osób żyjących w związkach nieregularnych. Ileż sprzeciwu wzbudziła ta papieska decyzja, ileż utyskiwania, ileż świętego oburzenia.

Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam bardzo wyraźnie, że Jezus nie krzywdzi człowieka. On wyrzuca złego ducha z mężczyzny, ale nie czyni mu żadnej krzywdy. Kiedy Jezus naucza, słuchacze są początkowo zdziwieni – jak ci z Nazaretu. Jednak obecni w synagodze w Kafarnanum są bardziej przyjaźnie nastawieni do Jezusa. Mimo to i mimo tego, że uznają Jego status, jako tego, który działa z mocą, popełniają ten sam błąd, który popełnili słuchacze z synagogi w Nazarecie. Nie rozumieją, kim jest Jezus.

Również dzisiaj w Kościele nie brakuje takich ludzi, którzy nie rozumieją kim jest Jezus i jaką misję nam zostawił. On mówi: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28).  Jeśli ktoś się czuje słaby, niech przyjdzie. Liturgia, Msza św., Eucharystia jest po to, żeby człowiek został pokrzepiony, żeby odzyskał siły. Błogosławieństwo jest po to, by pomóc wrócić do pełnej duchowej formy. Niektórzy chcieliby jednak innym ten dostęp do Jezusa skutecznie zablokować, uznając jedynie siebie za najbardziej godnych kontaktu z Nim.

I na koniec jeszcze jeden ważny szczegół. Według św. Marka Jezus rozpoczął swoją misję od uwolnienia człowieka opętanego przez demona. Wydarzenie miało miejsce w czasie szabasowego nabożeństwa w synagodze w Kafarnaum, co jest dość istotnym szczegółem. Duch nieczysty znajduje się bowiem tam, gdzie go nie powinno w ogóle być: w miejscu kultu i duchowego wzrostu. Więcej nawet – w czasie modlitewnego spotkania. Tymczasem właśnie tu czai się demon, chcąc zawładnąć świętą przestrzenią, do której wchodzi jej prawowity Właściciel: Pan i Prawodawca.

Również w Kościele, a nawet w przestrzeni modlitwy i liturgii, mogą znaleźć się ludzie, którzy bardziej niż pod władaniem Ducha Bożego, są pod władaniem ducha nieczystego, demona. Z wielkim smutkiem słucham (i czytam np. internetowe komentarze) tych wszystkich obrońców wiary i moralności, stróżów Kościoła i tradycji, ludzi uważających się za najbardziej katolickich z katolików, którzy potrafią z błotem zmieszać drugiego człowieka; którzy potrafią bluźnić, rozpowszechniać fałszywe informacje, zniesławiać, poniżać, kłamać, uwiarygodniać największe plugastwa. Dobrze to widać każdego roku przy okazji Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Przerażająca jest ilość nienawiści, jaką wylewają z siebie ludzie, którzy uważają się za najgorliwszych uczniów Chrystusa. Często tacy ludzie kreują się na obrońców chrześcijaństwa, ale w rzeczywistości ich myślenie i działanie nie ma nic wspólnego z troską o Ewangelię i chrześcijańską postawą. Bo chrześcijaństwo – przypomina nam dzisiaj o tym Jezus – nie jest po to, żeby kogoś złamać, żeby komuś odbierać siły. Chrześcijaństwo jest od tego, żeby ludziom przywracać siły, przywracać im moc. Chrześcijaństwo to miłość, przyjaźń, muzyka… i wiele więcej.

Nasza witryna używa plików cookies. Dowiedz się więcej:Polityka prywatności