CIAŁO, PSYCHIKA I… DUSZA

CIAŁO, PSYCHIKA I… DUSZA

XII Niedziela zwykła

25 czerwca 2023 roku

I CZYTANIE: Jr 20,10-13. II CZYTANIE: Rz 5,12-15. EWANGELIA: Mt 10,26-33.

Jezus powiedział do swoich apostołów: Nie bójcie się ludzi. Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie na świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach! Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.

Salony odnowy biologicznej, siłownie na każdej ulicy, wykwalifikowani trenerzy personalni, wyrastające jak grzyby po deszczu kliniki medycyny estetycznej, salony SPA, toksyna botulinowa (botoks) dostępna już dla nastolatek, przeszczepy włosów w Turcji i implanty zębów za pół ceny w Mołdawii. To wszystko (i znacznie więcej) ma nam pomóc w trosce o ciało. I pewnie nie ma w tym nic złego (może z wyjątkiem botoksu dla 15-letnich dziewczyn). Jeśli dołożyć do tego troskę o życie psychiczne, a więc popularność różnej maści terapeutów, psychologów, psychoterapeutów i mówców motywacyjnych, można odnieść wrażenie, że żyjemy w czasach holistycznej, a więc kompleksowej troski o człowieka, gdzie każdy czuje się bezpieczny, zaopiekowany, szczęśliwy, spełniony i zintegrowany. Skoro zatem jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

„Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle” (Mt 10,28) – przypomina Jezus w dzisiejszej Ewangelii. Niejeden kaznodzieja wykorzystałby tę wypowiedź Jezusa do krytyki przesadnej troski o ciało, aparycję, zdrowie, a więc o to wszystko co nazywamy doczesnością. Nie mam takiego zamiaru. Uważam, że troska o ciało i zdrowie jest dobra, potrzebna, a nawet konieczna. Podobnie troska o psychiczną stronę naszego jestestwa. Sam od kilku miesięcy korzystam z pomocy psychoterapeuty, by być jeszcze dojrzalszym i bardziej zintegrowanym. Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że holistyczna troska o człowieka nie może zapomnieć o jeszcze jednym, nie mniej ważnym, wymiarze ludzkiego bytu, jakim jest ludzka dusza. Wszak człowiek to nie tylko ciało i psychika, ale psyche, soma i pneuma – psychika, ciało i dusza (duch). O tej ostatniej chyba najczęściej zapominamy.

„Troszczę się również o duszę” – powiedziała znajoma, gdy podjęliśmy ostatnio ten temat. „Codziennie medytuję, afirmuję, uprawiam jogę, badam energię” – dodała. Troska o duszę bez kontaktu z Bogiem. Żyjemy w czasach, gdzie wiarę w osobowego Boga coraz częściej zastępuje zdepersonalizowany kosmoteizm, czyli przekonanie o doskonałości i świętości przyrody. W takiej duchowości nie potrzeba osobowego Boga i budowania z Nim relacji. Głębsze tęsknoty duszy zastępuje się różnymi formami duchowości odwołującymi się do wierzeń wschodnich czy też pogańskiego dziedzictwa Zachodu. Czy to źle? Nie wiem. Aktualne pozostaje we mnie pytanie: skoro zatem jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

Uważam (na podstawie własnego doświadczenia i doświadczenia wielu innych osób), że bez osobowego kontaktu z Bogiem niemożliwy jest holistyczny, prowadzący do pełni szczęścia rozwój człowieka. Wszyscy znamy słynne stwierdzenie św. Augustyna: „Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu”. Można inwestować we własne ciało, można korzystać z pomocy terapeutów, można uprawiać wschodnie formy duchowości, ale bez osobistej relacji z Bogiem, to wszystko bardzo często okazuje się utopią, prowadzącą do jeszcze większej frustracji i depresji. Bo tylko osobowa relacja człowieka z Bogiem daje pokój serca i pewność, że jest się naprawdę bezpiecznym, zaopiekowanym i w dobrych rękach. Tylko relacja z Bogiem uwalnia od lęku i daje codzienne niemal poczucie, że „Pan jest przy mnie jako potężny mocarz” (por. Jr 20,11). Tylko codziennie przebywanie w obecności Boga i rozpoznawanie znaków Jego obecności i działania w moim życiu, buduje moją pewność siebie i daje mi autentyczne poczucie, że nic ani nikt nie jest w stanie mi zagrozić.

„Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli” (Mt 10,29-30). Takie jest moje osobiste doświadczenie. Jakie jest Twoje?

Nasza witryna używa plików cookies. Dowiedz się więcej:Polityka prywatności