HA TIKWA הַתִּקְוָה
Uroczystość Narodzenia Pańskiego
25 grudnia 2021 roku
I CZYTANIE: Iz 52,7-10. II CZYTANIE: Hbr 1,1-6. EWANGELIA: J 1,1-18.
Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o Światłości. Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: „Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył.
Kilka dni temu ks. prof. Tomáš Halík w rozmowie z Piotrem Marciniakiem („Rozmowy na 20-lecie” w TVN24 GO) w kilku zdaniach ujął doskonałą diagnozę religijności polskiego społeczeństwa: „Dzisiaj mierzymy się z idolatrią – bałwochwalstwem. To ono właśnie – bałwochwalstwo – jest głównym wrogiem wiary. Nie ateizm. Dzisiaj niektóre względne wartości są absolutyzowane. Bałwochwalstwo to absolutyzacja wartości relatywnych. Bogiem staje się naród, partia, przywódca, kariera, pieniądz. Monoteizm jest zastępowany przez „money-teizm”. To wszystko jest bałwochwalstwem. Powinniśmy relatywizować fałszywe absoluty. Tak postępował Jezus i takie jest też nasze zadanie” – mówił czeski duchowny.
To ze wszech miar słuszna diagnoza. Dzisiaj problemem nie jest ateizm, a więc niewiara w Boga. Ludzie są wierzący. Problem w tym, że często wierzą w wykreowane przez siebie bożki. Nawet będąc w Kościele i uważając się za gorliwych katolików, ludzie w miejsce Boga – wartości absolutnej – potrafią postawić wartości względne, takie jak – tu także zgadzam się z ks. Halikiem – naród, partię, przywódcę, karierę, pieniądz. W Polsce widać to jak na dłoni.
Uroczystość Narodzenia Pańskiego przypomina nam, że jest Jeden Bóg i nie ma innego. „Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami” (J 1,14). Słowo stało się widzialne. Nie tylko słyszalne! Bóg stał się widzialny! Nie tylko słyszalny! Widzimy Niemowlę złożone w żłobie – w stajni – „bo nie było dla Niego miejsca w gospodzie”. A potem? Potem widzimy je niemal natychmiast po narodzeniu zagrożone śmiercią, skazane na tułaczkę, ucieczkę do Egiptu. Dalej, przez 33 lata, nie będzie wcale lepiej: Nazaret, Jerozolima, Golgota, krzyż…
Na narodziny Jezusa, oprócz Jego najbliższych, nikt nie czekał. Wprawdzie naród żydowski, w oparciu o proroctwa spisane przez charyzmatycznych krzewicieli odnowy religijnej, rozwinął ideę mesjanizmu, ale swoich nadziei nie związał z Jezusem. Krótkie, ziemskie życie Mistrza z Nazaretu było niczym elektroniczny impuls na ekranie radaru. Zaświeciło i zostało dostrzeżone tylko przez tych, co uwierzyli. Dla innych pozostało zamkniętym rozdziałem historii. I dodajmy – pozostaje zamkniętym rozdziałem po dzień dzisiejszy.
W wigilijnym tekście pisałem, że dzisiaj najbardziej potrzebujemy nadziei i pragniemy nowego początku. Jesteśmy zmęczeni pandemią, zachodzącymi zmianami, permanentną niepewnością. Świat wygląda dzisiaj trochę tak, jak w czasach narodzin Jezusa: również i dzisiaj mało kto czeka na Jego narodziny. Czekają tylko najbliżsi, ci co naprawdę wierzą. Coraz częściej nie rozpoznajemy Boga w naszej codzienności. Dlatego szukamy nadziei w bożkach: narodzie, partii, przywódcy, karierze, pieniądzu. A świat bożków to nic innego, jak nieustanne kłótnie, zazdrość, nienawiść, rywalizacja, niszczenie innych.
Izrael również popełnił ten błąd. Nie tylko wówczas, gdy swojej nadziei nie związał z Jezusem. Naród żydowski ten błąd popełniał wielokrotnie. Obietnice, które otrzymywał od Boga, „rozmieniał” na pomniejsze przymierza, na własne siły, zapominając o Bogu i Jego obietnicach. W końcu zawsze wchodził w przestrzeń beznadziei i odkrywał, że Boga w niej nie ma. Musiał zawrócić, by odnaleźć nadzieję, obietnicę i miłość. Nie bez powodu współczesny hymn Izraela nosi tytuł „Ha tikwa”, czyli „Ta nadzieja”.
Dziecię złożone w żłobie, w które dzisiaj się wpatrujemy, to nasza Nadzieje. Innej nie było i nie będzie. To właśnie Chrystus, gdy tylko pozwalamy, by był częścią naszego życia i nam towarzyszył, sprawia, że najgorsza nawet sytuacja, jaka w życiu nas spotyka, nie jest ostateczna. On zawsze wskazuje nam przestrzeń do zagospodarowania i drogę wyjścia z beznadziejnej sytuacji. Macie takie doświadczenie?
W sytuacji beznadziei często zadajemy pytania o przyczyny takiego czy innego nieszczęścia. Tymczasem powinniśmy zadawać sobie inne pytanie: w jakiego Boga wierzę. W Boga, który stał się człowiekiem – Emmanuelem – Bogiem z nami, by zanurzyć się w naszej beznadziei? Czy w bożka, który daje złudną nadzieję i krótkotrwałą siłę? Zróbmy dzisiaj krok w stronę Betlejem. Zróbmy krok w stronę Nowonarodzonego, by odnowić naszą nadzieję. Bóg zrobi resztę w swoim czasie.