PO BURZY ZAWSZE WYCHODZI SŁOŃCE

PO BURZY ZAWSZE WYCHODZI SŁOŃCE

XII Niedziela zwykła

20 czerwca 2021 roku

I CZYTANIE: Hi 38, 1. 8-11. II CZYTANIE: 2 Kor 5, 14-17. EWANGELIA: Mk 4, 35-41.

Owego dnia, gdy zapadł wieczór, Jezus rzekł do swoich uczniów: «Przeprawmy się na drugą stronę». Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. A nagle zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała wodą. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?» On, powstawszy, zgromił wicher i rzekł do jeziora: «Milcz, ucisz się!» Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: «Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże brak wam wiary!» Oni zlękli się bardzo i mówili między sobą: «Kim On jest właściwie, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?».

Chyba nikt, kto szczerze kocha Kościół, nie może nie cierpieć z powodu kryzysu w polskim Kościele: przestępstwa osób duchownych i nieudolność w zmaganiu się z nimi; sojusz Kościoła z partią rządzącą; brak empatii wobec „maluczkich”; coraz większe zgorszenie Kościołem instytucjonalnym, które wydają się dostrzegać tylko nieliczni biskupi; fala rezygnacji uczniów z katechezy szkolnej; liczne akty apostazji. Wielu z nas ma poczucie, jakby grunt usuwał się im spod nóg. Wielu z nas przeżywa burzę, trzęsienie ziemi, a nawet tsunami. Wielu z nas traci nadzieję. Może nam się wydawać, że Bóg zapomniał o swoim Kościele, że śpi. Jest nam koniecznie potrzebny, ale akurat Go nie ma. Nie okazuje zainteresowania naszymi kłopotami. Czy aby na pewno?

Dzisiejsza Ewangelia przypomina nam, że burza dla uczniów Chrystusa nie jest niczym wyjątkowym. Ona jest wpisana w nasze życie. To ważne doświadczenie i pewnie dlatego cud uciszenia burzy na jeziorze opisują wszyscy trzej Synoptycy. Bóg czasem pozwala, byśmy znaleźli się w środku burzy, by zawiodły wszystkie nasze koła ratunkowe: wiedza, doświadczenie, relacje (znajomości), pieniądze. Naturalnie, że lęk wówczas nas dominuje, a nawet paraliżuje. Chrześcijaństwo jednak uczy nas, byśmy przekroczyli naturalne odruchy, byśmy patrzyli na Jezusa, wołali Go i starali się Go obudzić (skoro wydaje nam się, że śpi). Wołacie do Jezusa w czasie burzy? Wzywacie Go na pomoc?

Okazuje się jednak, że Jezusa też można wzywać w różny sposób. Wszystko zależy od naszej wiary. Wiara w Jezusa – Człowieka jest chwalebna. Jednak niewystarczająca. Potrzebna jest wiara w Jezusa – Boga. A w tej wierze nasza osobista z Nim więź, relacja. Dobrze pokazują to różnice w opisach cudu uciszenia burzy u poszczególnych Ewangelistów. W opisach Marka (słyszymy go dzisiaj) i Łukasza uczniowie wołają do Jezusa: Nauczycielu/Mistrzu (grec. „didáskale”, Mk 4, 38; „epistáta”, Łk 8, 24). W wersji autorstwa św. Mateusza, uczniowie budzą Jezusa wezwaniem: Panie! („Kyrie!”). Tytułują Go więc słowem, które w greckim zapisie Biblii zastępuje niewypowiadalne Imię Boga.

Niecodzienna musiała to być burza, skoro uczniowie Chrystusa – doświadczeni rybacy, którzy przeżyli niejeden sztorm – zdali sobie sprawę ze swojej bezsilności. Stanęli wobec wyzwania, któremu nie sprosta „nauczyciel” (a nawet „mistrz”). Tu potrzeba pomocy nieprzeciętnej i mocy nie zwykłej, ludzkiej, ale Bożej! Ważne jest też to, że uczniowie nie krzyczą do Jezusa (jak w relacji Marka i Łukasza): „zobacz, giniemy…”. W relacji Mateusza, uczniowie z krzykiem błagają: „zbaw nas!” (grec. „soson!”). Zbawić może tylko Bóg.

W chwilach życiowych burz i egzystencjalnych zawieruch nie wystarczy znać Jezusa jako „Nauczyciela”. Trzeba znać Go jako Boga i przywoływać jako Zbawcę. Są w naszym życiu takie momenty osamotnienia, gdy zdaje się nam, że Boga już dawno przestał obchodzić nasz los. Dramatycznie rzucamy Mu wtedy w Twarz pytanie: „Nic Cię to nie obchodzi, że ginę?”. O takim stanie duszy mówi poetycko św. Augustyn: „Twoja łódź to twoje serce; Jezus w łodzi to wiara w twoim sercu. Jeśli zapomniałeś o twojej wierze, to znaczy, że Chrystus zasnął: oczekuj sztormu. Niemniej rób to, co do ciebie należy”.

To samo dotyczy burzy, jaką przeżywamy dzisiaj w Kościele. Bardzo poruszyły mnie słowa, które przeczytałem przed dwoma tygodniami we wspomnienie św. Bonifacego, w brewiarzowej Godzinie Czytań: „Kościół jest jakby wielką łodzią płynącą po morzu tego świata. Gdy uderzają weń liczne fale doświadczeń, nie wolno jej porzucać; trzeba natomiast kierować”. Są tacy, którzy mówią, że Kościół jest w permanentnym kryzysie od 20 wieków. Nawet, jeśli to przesada, to każdy, kto zna historię Kościoła, może powiedzieć, że Kościół niejednokrotnie przechodził kryzysy nieporównywalnie większe niż nasz obecny. Ważne, byśmy w kryzysie nie byli wpatrzeni w nasze lęki, ale w Chrystusa, który – jestem o tym przekonany – cały czas jest na pokładzie tej łodzi, której na imię Kościół. Trzeba na Niego patrzeć także po to, by przyjąć Jego drogi i sposoby działania. Trzeba uwierzyć w moc pozornie słabych środków, np. wytrwałej modlitwy, która jest niczym innym, jak wołaniem: „zbaw nas!”. I robić to, co do nas należy, pamiętając, że po  burzy zawsze wychodzi słońce.

Nasza witryna używa plików cookies. Dowiedz się więcej:Polityka prywatności