POLSKA NIEKATOLICKA?

POLSKA NIEKATOLICKA?

XIV Niedziela zwykła

8 lipca 2018 roku

I CZYTANIE: Ez 2, 2-5. II CZYTANIE: 2 Kor 12, 7-10. EWANGELIA: Mk 6, 1-6.

Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd to u Niego? I co to za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?» I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony». I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.

-------

W ostatnich dniach media, także te katolickie, informowały o budzących niepokój wynikach badań socjologicznych wskazujących, że Polska jest najszybciej sekularyzującym się krajem świata. Niecała jedna trzecia polskich katolików modli się codziennie, niecała jedna piąta czyta przynajmniej raz w miesiącu Pismo św. Niespełna jedna trzecia uważa religię za bardzo ważny wymiar swojego życia. Można zatem odnieść wrażenie, że  intronizacja Jezusa Chrystusa na Króla Polski, dokonana półtora roku temu, nie przyniosła zamierzonego efektu.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony». Tak więc uznanie Jezusa za obywatela danego państwa, a nawet mianowanie Go królem, nie daje jeszcze żadnej gwarancji na powodzenie misji ewangelizacyjnej. Więcej nawet, może się okazać,  że podobnie, jak wówczas wśród swoich, tak i teraz Jezus "nie będzie mógł zdziałać żadnego cudu".

Niektórzy chcieliby Jezusa - wszechwładnego króla, za każdym razem przychodzącego z mocą. Być może byłoby łatwiej uwierzyć, gdyby On przychodził do świata tak jak bóstwu przystoi. Nadzwyczajnie, ze splendorem, cudami, majestatem, znakami z nieba i najlepiej z przepisem na sukces w tym życiu. Tymczasem On przychodzi spokojnie do naszego życia, nie narzuca się, nie ogranicza naszej wolności. Wchodzi między ludzi, ubierając mądrość Bożą w szatę ludzkiego języka, narażając się tym samym na ryzyko nieporozumienia i odrzucenia.

Piszę ten tekst we wtorkowy wieczór w Sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchając w Rokitnie. Zatrzymaliśmy się tutaj na pątniczym szlaku (280 osób), pielgrzymując na rowerach ze Szczecina na Jasną Górę. W sanktuarium życie religijne kwitnie: rozśpiewane dzieci oazowe, przeżywający swoje rekolekcje małżeństwa z Domowego Kościoła,  pielgrzymi indywidualni z całej Polski. Nie widać, by Polska stawała się niekatolicka. Podobnie na pielgrzymim szlaku, który pokonuję od 21 lat, nie dostrzegam galopującej laicyzacji. Wręcz przeciwnie, ludzkiej życzliwości i dobroci nawet przybywa, tak w gronie samych pielgrzymów, jak i w parafiach, w których gościmy. Oczywiście, w dużej mierze jest to subiektywne doświadczenie. Myślę jednak, że by rozpoznać Chrystusa w swoim życiu, nie potrzeba wiele: cierpliwości, zaufania Bogu, otwartego serca. Dostrzegam też, wbrew medialnym doniesieniom,  że ludzie są bardziej świadomi, troszczą się o rozwój duchowy, pogłębiają wiedzę religijną, dużo czytają. Być może spada ilość wiernych, ale z pewnością poprawia się jakość, tzn. świadomość bycia katolikiem i wynikających z tego konsekwencji. A więcej świadomych uczniów Chrystusa, to zarazem większe prawdopodobieństwo, że Jezus zostanie wśród swoich rozpoznany.

Nasza witryna używa plików cookies. Dowiedz się więcej:Polityka prywatności