PRAWDA O BOGU

PRAWDA O BOGU

Niedziela Męki Pańskiej

5 kwietnia 2020 roku

I CZYTANIE: Iz 50, 4-7. II CZYTANIE: Flp 2, 6-11. EWANGELIA: Mt 26, 14 – 27, 66.

Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa z sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę. Rozebrali Go z Jego szat i narzucili na Niego płaszcz szkarłatny. Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: Witaj, królu żydowski! Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie. A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego płaszcz, włożyli na Niego własne Jego szaty i odprowadzili Go na ukrzyżowanie. Wychodząc spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon. Tego przymusili, żeby niósł krzyż Jezusa. Gdy przyszli na miejsce zwane Golgotą, to znaczy Miejsce Czaszki, dali Mu pić wino zaprawione goryczą. Skosztował, ale nie chciał pić. Gdy go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy. I siedząc, tam Go pilnowali. Nad głową Jego umieścili napis z podaniem Jego winy: To jest Jezus, ról żydowski. Wtedy też ukrzyżowano z Nim dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie. Wyszydzenie na krzyżu. Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami, mówiąc: Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, cal sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża». Podobnie arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: Innych wybawiał, siebie nie noże wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: Jestem Synem Bożym. Tak samo lżyli Go i złoczyńcy, którzy pyli z Nim krzyżowani. Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: Elí, Elí, Lemá sabachtáni? To znaczy: Boże mój, loże mój, czemuś Mnie opuścił? Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: On Eliasza woła. Zaraz też eden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, napełnił ją octem, ułożył na trzcinę i dawał Mu pić. Lecz inni mówili: Poczekaj zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, aby Go wybawić. A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha.

 

W wywiadzie udzielonym po wyjściu ze szpitala śp. Ania Przybylska powiedziała: „Przesterowałam moją głowę na pozytywne myślenie, żeby cieszyć się życiem. I walczyć, bo mam o co. I wiesz co – wyspowiadałam się pierwszy raz od trzynastu lat. Teraz znowu kumpluję się z Panem Bogiem, chodzimy co niedziela na kawę. Bardzo dobrze mi z tą przyjaźnią (…). Uwierz mi, że po tych spotkaniach jest mi naprawdę o wiele lżej. I myślę, że dostałam swoją lekcję od Niego w jakimś celu. Po coś”.

Nie mam odwagi komentować tego wyznania. Są to bowiem słowa kobiety wypowiedziane na ostatnim etapie jej życia – czarnej niedzieli męki i wielkiego tygodnia. W tym czasie ciemności znalazła jednak Światło, którego wcześniej nie dostrzegała. Skąd to pozytywne myślenie? Skąd radość? Napisze papież Franciszek w tegorocznym Orędziu na Wielki Post: „Radość chrześcijanina wypływa ze słuchania i przyjęcia Dobrej Nowiny o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa: »kerygmy«”. Streszcza ona Tajemnicę tej miłości, która jest tak realna, tak prawdziwa, tak konkretna, że ​​oferuje nam relację pełną szczerego i owocnego dialogu”.  

Niedzielą Męki Pańskiej (inaczej zwaną Palmową) rozpoczynamy Wielki Tydzień. Ta niedziela ukazuje nam najgłębszą prawdę o chrześcijaństwie i pokazuje, jaki naprawdę jest Bóg. Przypomina nam tę fundamentalną dla naszej wiary kwestię, którą przed śmiercią odkryła Anna Przybylska. Dobrze opisuje ją pierwsza modlitwa eucharystyczna o tajemnicy pojednania: „Byliśmy umarli z powodu grzechu i niezdolni zbliżyć się do Ciebie, ale Ty dałeś nam najwyższy dowód swego miłosierdzia, gdy Twój Syn, jedyny Sprawiedliwy, wydał się w nasze ręce i pozwolił się przybić do krzyża”. To właśnie jest fundament, na którym zbudowana jest nasza wiara. To jest źródło naszej radości. Patrzymy dzisiaj na mękę Jezusa, by przypomnieć sobie o tej niepojętej miłości, jaką Bóg kocha każdą i każdego z nas. Doświadczenie Jego miłości i przebaczenia wyzwala z grzechu i pozwala nam wejść z Nim w relację dialogu, tzn. – innymi słowy – pozwala nam „iść z Nim na kawę”.

Ta niedziela przypomina nam, że Bóg wciąż w nas wierzy, jak do końca wierzył w tych, których wybrał – swoich uczniów. Wierzy, że możemy odpowiedzieć na Jego miłość, pomimo całej naszej słabości, biedy i całego naszego tchórzostwa przemieszanego z pychą. Wierzy w nas, choć wiele razy jesteśmy gołosłowni i zdolni do największego grzechu. Wierzy, że możemy kochać tak, jak On. Wierzy, że możemy tą miłością zadziwić świat tak dalece, że inni zaczną pytać o jej źródło. Źródło, którym jest On sam. To jest prawda, którą możemy odnieść do każdego z Dwunastu Apostołów i do każdego z nas. W chwili, gdy nasza wiara w Jezusa okazuje się niemal równa zeru, Jego wiara w nas okazuje się szokująca i niezachwiana (także naszym grzechem); zawstydza nas, ale i odbudowuje – ciągnie nas „w górę”, budzi wielkie pragnienie, nadzieję i radość.

Kończący się Wielki Post był między innymi po to, byśmy przypomnieli sobie prawdę o tej niezwykłej Bożej miłości. „Nie pozwólmy, aby ten czas łaski przeminął daremnie, w zarozumiałym złudzeniu, że to my jesteśmy panami czasów i sposobów naszego nawrócenia ku Niemu” – pisał papież Franciszek we wspomnianym Orędziu. Epidemia koronawirusa pokazała nam dobitnie, jak wszystko w naszym życiu jest kruche i niepewne. Uświadomiła nam, że nie jesteśmy panami czasów, ani panami tego świata. W tym kontekście lepiej rozumiemy inną cenną wskazówkę papieża, który pisał: „Nigdy nie można uznawać za pewnik tego, że Pan da nam po raz kolejny czas sprzyjający naszemu nawróceniu” (Franciszek, „Orędzie na Wielki Post 2020 r.”). Nawrócenie to nic innego, jak odkrycie prawdy o Bożej miłości. Czyż nie tę właśnie prawdę odkryła pod koniec życia Ania Przybylska, gdy na nowo zaprzyjaźniła się z Bogiem?

Nasza witryna używa plików cookies. Dowiedz się więcej:Polityka prywatności