PRZESZŁOŚĆ CZY PRZYSZŁOŚĆ?

PRZESZŁOŚĆ CZY PRZYSZŁOŚĆ?

XXIV Niedziela zwykła

12 września 2021 roku

I CZYTANIE: Iz 50, 5-9a. II CZYTANIE: Jk 2, 14-18. EWANGELIA: Mk 8, 27-35.

Jezus udał się ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową. W drodze pytał uczniów: "Za kogo uważają Mnie ludzie?" Oni Mu odpowiedzieli: "Za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków". On ich zapytał: "A wy za kogo Mnie uważacie?" Odpowiedział Mu Piotr: "Ty jesteś Mesjasz". Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili. I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy wiele musi wycierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że zostanie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. A mówił zupełnie otwarcie te słowa. Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: "Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku". Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: "Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je".

Nigdy nie miałem wielkiego nabożeństwa do beatyfikowanego dzisiaj, wraz z siostrą Różą Czacką, kard. Stefana Wyszyńskiego. Z pewnością jest to jednak wydarzenie doniosłe i wyczekiwane przez tysiące osób, zwłaszcza przez tych, którzy w czasach komuny walczyli o wolną Polskę. Dla mnie szczególne znaczenie mają „Zapiski więzienne” autorstwa Prymasa Tysiąclecia. Czytałem je kilka razy. Raz nawet – tak sądzę – uratowały mi życie. Kiedy jako młody kleryk przebywałem na stypendium we Włoszech, przez dwa tygodnie mieszkałem w zupełnym odosobnieniu, w opuszczonej przez mieszkańców wiosce w prowincji Rieti, w klasztorze na szczycie góry. Bez ogrzewania (w nocy temperatura spadała 6 st. poniżej zera), bez ciepłej wody, z przeciekającym dachem, bez telefonu, bez kontaktu z kimkolwiek, bez znajomości języka, bez widoku na lepsze jutro.

To właśnie wtedy, gdy byłem już niemal na skraju psychicznego wyczerpania, przypomniałem sobie, że mam dwie książki: Biblię i „Zapiski więzienne”. Spędziłem cały dzień na modlitwie, z Biblią w ręku, prosząc o znak od Boga i odpowiedź na pytanie o przyszłość. To wtedy mój wzrok padł na fragment Księgi Izajasza: „Ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły: biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą” (Iz 40,31). Te słowa stały się od tego momentu mottem całego mojego życia. Czytając dalej tę księgę, doszedłem do fragmentu, który dzisiaj czytamy: „Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam” (Iz 50,7). „Oto Pan Bóg mnie wspomaga” (Iz 50,9). To był jeden z tych momentów w moim życiu, gdy spotkałem się z Bogiem „twarzą w twarz”; gdy fizycznie czułem Jego obecność.

Pod wpływem tego spotkania i tego Słowa, sięgnąłem po drugą z posiadanych książek – „Zapiski więzienne”. Codzienna lektura i plan dnia ułożony według planu dnia internowanego Prymasa pozwoliły mi przetrwać ten niezwykle trudny, ale jednak błogosławiony i niezwykły czas. Nieco ponad trzy lata później zostałem księdzem w nierozerwalnie związanej z Prymasem Tysiąclecia archidiecezji gnieźnieńskiej, a święcenie kapłańskie otrzymałem w 30. rocznicę śmierci kard. Wyszyńskiego. Tyle osobistych wspomnień.

Myślę, że w takich doniosłych wydarzeniach, jak beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńskiego, kryje się również pewne niebezpieczeństwo. Zbytnie skupienie na przeszłości, wypaczający obraz rzeczywistości masowy udział wiernych w uroczystości beatyfikacyjnej i spowodowane tym samozadowolenie, choć są ważne, nie mogą nas zwieść. Dzisiaj Kościół w Polsce paradoksalnie znajduje się w o wiele gorszym położeniu, niż było to w czasach Prymasa Tysiąclecia, gdy był jawnie prześladowany. Nadchodzą nowe czasy, a więc musimy analizować znaki czasu, starać się zrozumieć dzień dzisiejszy i to, co nadchodzi, a nie zwracać się z fascynacją i sentymentem ku temu, co minęło.

Tym, co od zawsze weryfikuje autentyczność naszej wiary nie są wzniosłe deklaracje, patetyczne uroczystości, pompatyczne procesje, niekończące się marsze życia czy pobożnie złożone ręce. Pyta dzisiaj św. Jakub: „Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków?” (Jk 2,14). Mam tu na myśli – kolejny raz o tym wspomnę – zwłaszcza nasz stosunek do uchodźców. „Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: «Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta!» – a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała – to na co się to przyda?” (Jk 2, 15-16). No właśnie: na co się przydadzą beatyfikacje i kanonizacje wielkich Polaków, jeśli zapomnimy, że błogosławionymi i świętymi są tylko dlatego, że żyli Ewangelią? Na co się zdadzą pompatyczne uroczystości, jeśli zapomnimy, że przykład świętych mamy naśladować? Jeśli będziemy uważali się za wierzących, a nasze serca pozostaną zamknięte i nie będziemy żyli Ewangelią, usłyszymy kiedyś od Chrystusa, podobnie jak Piotr, cierpkie słowa: „Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku” (Mk 8,33).

W tych dniach miałem okazję spotkać się w Łodzi z ks. Tomášem Halíkiem. To właśnie on ostrzega nas w swojej autobiografii: „Polski Kościół stoi na wielkim dziejowym rozdrożu. Jeśli jego przedstawiciele pozwolą określonym siłom politycznym uczynić z religii narzędzie ich politycznych interesów, nacjonalizmu i populizmu, stracą najpierw młodzież i inteligencję, a potem stopniowo inne warstwy społeczeństwa. Katolicka Polska może w ten sposób przejść równie szybką i drastyczną sekularyzację, jaką kiedyś przeszły Quebec, Hiszpania, Irlandia, a teraz również Włochy” (Ks. Tomáš Halík, „Od «podziemnego Kościoła» do labiryntu wolności. Autobiografia”, Kraków 2020, s. 13). Czy takiego Kościoła chcemy? Czy takiego Kościoła chciałby kard. Wyszyński?

Nasza witryna używa plików cookies. Dowiedz się więcej:Polityka prywatności