ŚWIĘTO ŻYCIA

ŚWIĘTO ŻYCIA

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

11 czerwca 2020 roku

I CZYTANIE: Pwt 8, 2-3. 14b-16a. II CZYTANIE: 1 Kor 10, 16-17. EWANGELIA: J 6, 51-58.

Jezus powiedział do Żydów: "Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało, wydane za życie świata". Sprzeczali się więc między sobą Żydzi, mówiąc: "Jak On może nam dać swoje ciało do jedzenia?" Rzekł do nich Jezus: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki".

„Śpiewa ci obcy wiatr, zachwyca wielki świat, a serce tęskni. Bo gdzieś daleko stąd, został rodzinny dom, tam jest najpiękniej. Tam właśnie teraz rozkwitły kwiaty: stokrotki, fiołki, kaczeńce i maki…”. Lubię każdego roku w Boże Ciało wracać do słów tej polskiej pieśni patriotycznej. Bo właśnie kwiaty najbardziej kojarzą mi się z tradycyjną procesją Bożego Ciała. Szczególnie na emigracji, na obczyźnie, sercom wypełnionym tęsknotą, ta pieśń przynosi ukojenie.

„Panie dobry jak chleb, bądź uwielbiony od swego Kościoła” – śpiewamy w czasie procesji. Strażacy niosą proporce, dziewczynki w komunijnych sukniach sypią kwiaty, a ksiądz z namaszczeniem klęka przed Najświętszym Sakramentem ukrytym wśród brzozowych gałązek. Tak było dotychczas. Pandemia sprawiła, że w tym roku nie wszędzie przejdą procesje eucharystyczne. Tam, gdzie się odbędą, będą miały skromniejszą niż zwykle oprawę. My, mieszkający na obczyźnie, przywykliśmy już, że procesji w naszych parafiach raczej nie ma, a jeśli już są, to skromne i symboliczne. Może to okazja, byśmy tę uroczystość przeżyli mniej emocjonalnie, ale za to głębiej, bardziej świadomie i z większym zaangażowaniem intelektualnym? Może to okazja, byśmy nasze starania i zabiegi o pielęgnowanie tradycji (skądinąd niezaprzeczalnie ważne i pożądane!), przemienili w większą koncentrację na Bogu, którego Ciało i Krew pragniemy uczcić? Boże Ciało to przecież święto teologicznie fascynujące. Ani rytuał, ani folklor nie powinny nam tego przesłonić.

Łatwo jest ckliwie rozmyślać i mówić o polskiej tradycji, kwiatach, feretronach i lokalnych zwyczajach. Trudniej mówić o Bogu, który stał się dla nas „pokarmem na życie wieczne”. Nie bez powodu ks. Tomáš Halik twierdzi: „Największym grzechem historii teologii i nauczania Kościoła jest wyobrażenie, że mówić o Bogu jest bardzo łatwo. Ta lekkomyślność i tania pobożność otworzyły przestrzeń na nieprzebraną ilość naiwnych, komicznych, ale także perwersyjnych czy toksycznych wyobrażeń Kościoła”. Skupmy się zatem na Bogu.

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa to święto życia. Tego teraźniejszego, ziemskiego, ale również, albo przede wszystkim, tego wiecznego. Nasze tradycyjne procesje to jedna wielka manifestacja życia! To przypomnienie słów Jezusa: „Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego, ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie” (J 6, 53). Jezus mówi o jedzeniu Jego Ciała i piciu Jego Krwi jako o warunku posiadania w sobie życia. Już Ojcowie Kościoła wiedzieli, iż w przypadku spożywania Ciała i Krwi Boga, kierunek procesów trawiennych jest odwrotny od tych zachodzących w naszym organizmie. Nie tyle my wchłaniamy Boski Pokarm i Napój, co On przekształca nas w Siebie. „Ja jestem życiem”, mówi bowiem o sobie Jezus w innym miejscu tejże Ewangelii (J 11, 25). W porównaniu z Nim jesteśmy martwi. Lecz spożywając Życie, zanurzamy się w Życiu i Życie w sobie mamy (por. J 6, 54. 56). Czujecie to Życie w sobie? Czujecie jak Was wypełnia? Jak bije? Jak codziennie inspiruje?

Nie sposób w tym kontekście pominąć pytania o los córek i synów Boga, którzy z różnych przyczyn nie mogą przystępować do komunii. Czy to znaczy, że nie karmią się Chrystusem?; że nie mają życia w sobie? Uważna lektura Ewangelii wskazuje, że jedzenie i picie Chrystusa jest rzeczywistością znacznie szerszą i głębszą niż tylko przyjmowanie komunii. A pokarmem na wieczność i źródłem życia jest także Jego Słowo, czyli On sam! Ono ożywia (nawet wskrzesza!), odżywia, karmi, inspiruje, wyznacza drogę, przynosi nadzieję, rozpala miłość. Ono daje życie!

„Chlebem, który ja dam, jest moje ciało dla życia świata” (J 6, 51c) – mówi Jezus. Oto ziarno, które umiera, by wydać plon (por. J 12, 23-25). Jezus uczy nas dzisiaj, że również i my mamy być pokarmem. Co to oznacza w praktyce? To oznacza, że nie powinniśmy zachowywać niczego dla siebie, a swoim życiem powinniśmy uczynić życie innych, życie całego świata. To uwolnić się od własnego „ja”, a tym samym zostać uwolnionym od śmierci. Spożywać Jego Ciało wydane dla życia świata i karmić się Jego Słowem, oznacza także: samemu tracić granice pomiędzy moje – nie-moje, odwiązywać się od swego „ego”, kochać (coraz bardziej) wszystko jak siebie. Wszak jedzącym Ciało Jezusa, pijącym Jego Krew i karmiącym się Jego Słowem, tak jak Jemu – nikt i nic życia nie odbiera. Oddają je sami, komu chcą, kogo kochają (por. J 10, 18). Warto więc, byśmy przypomnieli sobie o naszej codzienności, w której przecież cały czas oddajemy życie. Ale warto też, byśmy przypomnieli sobie o tych, którzy codziennie tracą życie, byśmy my mogli żyć.

Spożywamy „chleb z nieba” i sami stajemy się Ciałem i Krwią Boga. Karmimy się Słowem Bożym i stajemy się miejscem rzeczywistej Jego obecności w świecie. Dzisiaj, kiedy na ulice naszych miast i wsi nie wychodzą procesje eucharystyczne, musimy sobie to szczególnie uświadomić. Bóg, by był obecny poza przestrzenią świątyni, nie potrzebuje specjalnej procesji. Każdy z nas spożywając ten Pokarm i karmiąc się Jego Słowem, niesie w sobie Boga. Każdy nasz bieg do pracy, każdy powolny spacer, każde poranne przejście w pidżamie z łóżka do łazienki, staje się swoistą procesją. Dlatego nawet nie idąc dzisiaj w uroczystej procesji, można mieć w sercu i  na ustach słowa: Święty, święty, święty – Pan Bóg zastępów.

Nasza witryna używa plików cookies. Dowiedz się więcej:Polityka prywatności