MODLITWA – SZKOŁA UFNOŚCI CZY NARZĘDZIE PRZEBŁAGANIA? - rozważanie na 17. niedzielę zwykłą

MODLITWA – SZKOŁA UFNOŚCI CZY NARZĘDZIE PRZEBŁAGANIA?

XVII Niedziela zwykła

27 lipca 2025 roku

I CZYTANIE: Rdz 18, 20-32. II CZYTANIE: Kol 2, 12-14. EWANGELIA: Łk 11, 1-13.

Jezus, przebywając w jakimś miejscu, modlił się, a kiedy skończył, rzekł jeden z uczniów do Niego: "Panie, naucz nas modlić się, tak jak i Jan nauczył swoich uczniów". A On rzekł do nich: "Kiedy będziecie się modlić, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo! Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto przeciw nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie". Dalej mówił do nich: "Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: „Przyjacielu, pożycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przybył do mnie z drogi, a nie mam co mu podać”. Lecz tamten odpowie z wewnątrz: „Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci są ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie”. Powiadam wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje. I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a zostanie wam otworzone. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu zostanie otworzone. Jeżeli któregoś z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec z nieba udzieli Ducha Świętego tym, którzy Go proszą".

Może mieliście okazję zobaczyć kanadyjski film – dramat z 2005 roku pt. „Nowenna” (reż. Bernard Émond)? Opowieść skupia się na perypetiach dwojga bohaterów – Jeanne i François. Jeanne jest ateistyczną lekarką z Montrealu. Niedawno pochowała syna, cierpi na depresję kliniczną i planuje popełnić samobójstwo po tym, jak jedna z jej pacjentek została zamordowany przez agresywnego męża. François to z kolei młody chłopak, który w życiu kieruje się szczerą wiarą. Ich drogi krzyżują się na brzegu Rzeki Świętego Wawrzyńca, gdzie Jeanne zamierza popełnić samobójstwo. Nieznajomi zaczynają ze sobą rozmawiać. Chłopak opowiada, że przyjechał do pobliskiego sanktuarium św. Anny, by tam odprawić nowennę o zdrowie dla babci. Pomiędzy dwojgiem nieznajomych osób rodzi się przyjaźń. François zaczyna opiekować się pogrążoną w depresji lekarką, a ta z kolei przyjeżdża do jego domu, by zaopiekować się jego babcią. Ostatniego – dziewiątego dnia nowenny babcia umiera, a Jeanne wraca do Montrealu.

Czy modlitwa tego chłopaka naprawdę nie została wysłuchana? Czy była bezowocna? Czy była stratą czasu? Odpowiedź wydaje się oczywista, kiedy uświadamiamy sobie, że w skutek tej nowenny i gorliwej modlitwy François, życie zostało jednak ocalone. Owszem – inne, niż to, o które się modlił, ale jednak ocalone. Czujemy chyba wszyscy swoisty niedosyt. Jednak, jak się wydaje, drzwi, do których pukał François, pozostały zamknięte. „Kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno” – pisał w jednym ze swoich wierszy ks. Jan Twardowski (J. Twardowski, „Kiedy mówisz”, w: tegoż, „Wiersze o nadziei, miłości i wierze”, Białystok 2000, s. 564). Może to był właśnie ten moment, by przez otwarte okno, dzięki modlitwie chłopaka, wylać na kogoś Ducha Świętego Pocieszyciela?

Zastanawiamy się nad skutecznością naszej modlitwy, bo zaprasza nas do tego sam Bóg w dzisiejszej liturgii Słowa. W jednym z rozdziałów książki „Zgorszeni Kościołem” (rozdział pt. „Nieoczywista odwaga w wierze”)  piszę, że nie pamiętam, bym choć raz zawiódł się na Bogu; nie pamiętam, by choć raz Bóg nie wysłuchał mojej modlitwy. W tym kontekście, pewien dziennikarz zadał mi ostatnio pytanie, co bym powiedział człowiekowi, który jednak ma poczucie zawodu i niewysłuchanych modlitw…

Myślę, że nie ma na tutaj jednej i uniwersalnej odpowiedzi. Takie przekonanie kształtuje się nie na podstawie jednorazowych wydarzeń, ale jest wynikiem sumy doświadczeń całego życia. Nie jest mi obce doświadczenie zawodu i niewysłuchanych modlitw. Byłbym aroganckim, zadufanym w sobie pyszałkiem, gdybym twierdził, że nigdy mi się to nie przytrafiło. Takie doświadczenia są normalne. Dostrzegam takie kwestie, które od trzydziestu lat codziennie poruszam w rozmowie z Bogiem, a On jakoś nie kwapi się, by się nimi zająć. A jednak, gdy patrzę w historię mojego życia, dostrzegam wyraźnie, że On mnie prowadzi, że odpowiada na moje modlitwy, choć nie zawsze wtedy, gdy tego oczkuję i nie zawsze w preferowany przeze mnie sposób. Co zaś się tyczy modlitw niewysłuchanych i „spraw niezałatwionych”, ufam, że i na to przyjdzie stosowny czas, o którym On już wie. Ufam, że skoro tyle to trwa, to widocznie jest w tym jakiś głębszy zamysł. Nie mój, oczywiście, lecz Boga. Z tej ufności, a nie z pychy wynika stwierdzenie, że nigdy nie zawiodłem się na Bogu.

Anna Kamieńska pisała w „Notatniku”: „Otrzymujemy zawsze więcej, niż żądamy. Otrzymujemy to, o co prosimy, ale czasem w innej walucie, która okazuje się mocniejszą walutą” (A. Kamieńska, „Notatnik 1965-1972”, Poznań 1982, s. 126). I dodaje: „Bóg nie jest wróżką, która spełnia dobre i złe życzenia. Modląc się o coś, możemy być pewni, że nasze pragnienia zostaną oczyszczone i zawsze otrzymamy coś lepszego i większego, w innymi wymiarze. Tylko nasza słabość i głupota sprawiły, że nie modliliśmy się właśnie o te rzeczy lepsze i większe” (Tamże, s. 104).

Myślę, że najważniejszym celem modlitwy nie jest przekonanie Boga, by spełnił naszą prośbę. Myślę, że najważniejszym celem modlitwy jest zrodzenie w nas zaufania wobec Niego i graniczącej z pewnością ufności, że On wie lepiej. Wszak „Bóg widzi lepiej, więcej i z innej perspektywy, z drugiego brzegu. Stamtąd nasze życie widzi się inaczej” (A. Draguła, „Słowo, które przenika. Ewangelia dla każdego”, Kraków 2018, s. 94).

Nasza witryna używa plików cookies. Dowiedz się więcej:Polityka prywatności