WIARA INFLUENCERA - rozważanie na 12. niedzielę zwykłą

WIARA INFLUENCERA

XII Niedziela zwykła

23 czerwca 2024 roku

I CZYTANIE: Hi 38, 1. 8-11. II CZYTANIE: 2 Kor 5, 14-17. EWANGELIA: Mk 4, 35-41.

Owego dnia, gdy zapadł wieczór, Jezus rzekł do swoich uczniów: "Przeprawmy się na drugą stronę". Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. A nagle zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała wodą. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: "Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?" On, powstawszy, zgromił wicher i rzekł do jeziora: "Milcz, ucisz się!" Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: "Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże brak wam wiary!" Oni zlękli się bardzo i mówili między sobą: "Kim On jest właściwie, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?"

Nie od dziś wiadomo, że influencerzy perfekcyjnie znają się na wszystkim. Te wpływowe i powszechnie znane osoby (najczęściej znane z tego, że są znane), skupiające wokół siebie setki tysięcy (a nawet miliony) internautów-fanów, chętnie zabierają głos w najbardziej nawet wysublimowanych kwestiach i cieszą się bezkrytycznym posłuchem swoich wielbicieli. W minionym tygodniu jeden z naszych narodowych infuencerów postanowił wypowiedzieć się w kwestii wiary. „Nie rozumiem – zaczął swój wywód – że skoro nie da się objąć wszystkiego ludzkim rozumem, to jak można oczekiwać od człowieka pełnego zawierzenia. Wydaje mi się, że jest to niemożliwe właśnie ze względu na naszą ograniczoną percepcję. To tak, jak ja bym powiedział, że musisz uwierzyć, że tu jest kaktus (pokazuje swoją dłoń – przyp. br). Ja swoimi zmysłami i ty, nie widzisz go, nie czujesz, nie słyszysz, więc stuprocentowo nie…”. Influencer zdania nie dokończył. Możemy się jednak domyślać, że zabrakło tu czasownika „wierzyć” – „więc stuprocentowo nie wierzysz” – chciał zapewne powiedzieć, jednak okazało się to wyznaniem nazbyt odważnym.

Dzisiejsza Ewangelia opowiada między innymi także o tej subtelnej różnicy między wiarą a rozumem i pomiędzy zaufaniem wobec Boga a ufnością we nieograniczoną możliwość własnych sił. Każdy z nas zapewne ma doświadczenie życiowej burzy, huraganu, a nawet tsunami. To oczywiście tylko metafora. Mam na myśli takie sytuacje, wobec których stajemy kompletnie bezradni; takie sytuacje, w których nasze ludzki siły i możliwości okazują się mocno ograniczone, albo nawet w ogóle nieprzydatne: choroba, wypadek, śmierć bliskiej osoby, utracona przyjaźń, zawiedziona miłość, utrata pracy. Łoskoty życiowych huraganów, pioruny rozrywające niebiosa naszej codzienności i wściekłe wichury zamieniające nasze życie w piekło mogą wywołać w każdym niepokój, pytania egzystencjalne i… próbę wiary.

Tymczasem to właśnie wiara daje nam tę możliwość, że możemy wykrzyczeć Bogu: „Nic Cię to nie obchodzi?! Nasz los jest Ci obojętny?! Śpisz, kiedy my zmagamy się z wichrem, kiedy walczymy o życie?! Zostawiłeś nas samych wobec przeciwności?!”. Tak przecież krzyczeli apostołowie. Bardzo wiele nam to o nich mówi. Nie burza jest dla nich największym problemem. Stanęli przed wyzwaniem, które wydaje się ich przerastać. Wraz z przeciwnościami przyszła na nich próba wiary i tej… nie zdali: wiara jest bowiem w swej istocie nie tyle przekonaniem, że Bóg istnieje („credo Deum esse”), co raczej powierzeniem się Bogu („credo Deo”) – jest relacją zaufania. Stąd też bierze się wyrzut Jezusa: „Jakże brak wam wiary!” (Mk 4,40).

Dzisiaj, gdy gościmy w naszej parafii człowieka, który stara się pomóc Kościołowi wyjść z kryzysu – Tomasza Terlikowskiego – uświadamiamy sobie także i to, że ta Ewangelia jest bardzo ważnym tekstem – ważnym wydarzeniem – dla nas, dziś, w polskim Kościele: wielu ludzi ma poczucie jakby gruntu usuwającego się im spod nóg i zagrożenia o sile niema huraganu (zgorszenie przestępstwami księży, publiczne kryzysy duchownych, spadek liczby powołań, opieszałość biskupów i niechęć do zmian). Na przestrzeni wieków Kościół zawsze musiał stawiać czoło rozmaitym sztormom, ale dzisiaj wydaje się nam, że stara łódź Piotrowa miotana jest mocniejszymi falami niż kiedykolwiek. Co robić? W takich chwilach trzeba znać Jezusa nie tylko jako „Nauczyciela”. Trzeba przywoływać Go jako Zbawcę. Ale też trzeba przyjąć Jego drogi i sposoby działania. Trzeba uwierzyć, że On nadal w tej łodzi jest.

Sztorm? Wysoka fala? Ciemność? Silny wicher? Tsunami? Chodzi o to, czy wierzę, że On ma moc uciszyć każdą burzę. Chodzi o to, czy Mu ufam, gdy „śpi” podczas atakującej mnie zawieruchy. Czy ufam Jego milczącej obecności? Czy ufam Jego spokojowi? Czy żądam, by uciszył wzburzone morze?

A może jednak wystarczy mi przekonanie, że razem z Nim mogę zmierzyć się z każdą falą?

Nasza witryna używa plików cookies. Dowiedz się więcej:Polityka prywatności