ZAPACH OWIEC
IV Niedziela Wielkanocna – Dobrego Pasterza
11 maja 2025 roku
I CZYTANIE: Dz 13,14.43-52. II CZYTANIE: Ap 7,9.14b-I7. EWANGELIA: J 10,27-30.
Jezus powiedział: ”Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy”.
W czerwcu 2018 roku spędziłem noc z bezdomnymi osobami, głównie Polakami, żyjącymi na ulicach Rzymu. Największe wrażenie zrobiły na mnie historie tych ludzi. Pierwszy raz miałem możliwość spokojnego się w nich wsłuchania. Wystarczyło podać rękę, przybić piątkę, usiąść w kartonach i śpiworach, które nie pachną perfumami, przytulić, wziąć łyka wina z tego samego kartonika. To było dla mnie ogromne wyzwanie. Pokonać swój lęk, zaufać im, wyzbyć się uprzedzeń. Oprócz niezapomnianych historii tych osób, spośród których niemal wszyscy zmarli później w okresie pandemii, pozostał ze mną na długo „zapach”, który czułem przez kilka dni. Kiedy powiedziałem o tym znajomemu, odpowiedział: „W końcu, jak pasterz, pachniesz owcami”.
Przypominam tę historię i ten „zapach” w niedzielę Dobrego Pasterza. To święto jest właśnie o Nim – Jezusie Chrystusie, Dobrym Pasterzu. W żadnym wypadku nie o nas – nieudolnych duszpasterzach. Tylko On – Jezus – zna swoje owce i może dawać im życie. Jezus zna każdą i każdego z nas po imieniu. Więcej nawet – On ma nasze imiona wyryte na dłoniach, jak nauczał św. Antoni z Padwy. Wyrył sobie nas na dłoniach za pomocą pióra, którym były gwoździe. Wypisał nasze imiona na swoich dłoniach atramentem, jakim była Jego krew.
Zastanawiałem się w tych dniach, czy Jezus, Dobry Pasterz, pachnie swoimi owcami. Nie jest to przecież takie wcale oczywiste. Najczęściej bowiem nasz zapach nie przypomina niebiańskich wonności i ma niewiele wspólnego z aromatem balsamu świętości Boga. Jezus, Dobry Pasterz, musi jednak pachnieć także i nami. Nie brzydzi się odoru naszych ropiejących od grzechów ran. On pochyla się nad nimi z miłością i pragnie je opatrywać. Nie wzdryga się na widok naszego życiowego brudu, lecz pragnie go z czułością dotykać. Nie zniechęca się smrodem naszej moralnej niedoskonałości. Jego miłosierdzie jest jak łagodny balsam, który koi nasz moralny smród i przemienia go w woń nowego życia. Jego obecność przynosi nadzieję tam, gdzie inni widzą tylko rozpacz. On – Jezus Chrystus – Dobry Pasterz.
To święto jest dla nas także wezwaniem, abyśmy i my stawali się dla siebie wzajemnie dobrymi pasterzami. Dzisiaj ludzie są jak owce niemające pasterza. Wspominał o tym w swojej pierwszej homilii papież Leon XIV. Mówił m.in., że żyjemy „w świecie, który uważa Jezusa za osobę całkowicie pozbawioną znaczenia”. Jako chrześcijanie jesteśmy posłani do takiego świata bez wiary i bez Boga. Jesteśmy posłani do takiego człowieka, dla którego Jezus nie ma już żadnego znaczenia. To nasza misja. „Ta misja jest pilna – mówił dalej Ojciec Święty – ponieważ brak wiary często pociąga za sobą dramaty, takie jak utrata sensu życia, zapomnienie o miłosierdziu, naruszanie godności osoby ludzkiej w jej najbardziej dramatycznych formach, kryzys rodziny i wiele innych ran, przez które cierpi nasze społeczeństwo”. Dla takiego świata bez wiary i dla takiego człowieka żyjącego coraz częściej bez nadziei mamy być dobrymi pasterzami.