NIE DLA ZAWŁASZCZANIA KOŚCIOŁA PRZEZ POLITYKÓW

NIE DLA ZAWŁASZCZANIA KOŚCIOŁA PRZEZ POLITYKÓW

4 sierpnia 2022 roku

Liturgiczne wspomnienie św. Jana Marii Vianney’a, patrona proboszczów

Zbliżają się wybory. Kolejny raz będziemy świadkami podejmowania wzmożonych prób zawłaszczania Kościoła przez polityków. Znów z bólem, zażenowaniem i bezradnością będziemy patrzyli jak Kościołowi – za miliony świeżo wydrukowanych polskich złotych – przyprawiana jest „morda partii”. Bez sprzeciwu kogokolwiek. Za cichym przyzwoleniem pasterzy, którzy za kilka srebrników sprzedają owczarnię, której mieli obowiązek strzec.
I znów będziemy się dziwić, że ludzie od Kościoła odchodzą. Odchodzą, bo gdyby chcieli być w partii, poszliby pod inny adres. I znów będziemy się dziwić, że niemal osiemdziesiąt procent uczniów szkół średnich nie uczestniczy w lekcjach religii. (Choć we wrześniu może się okazać, że jest to już sto procent). Nie uczestniczą, bo gdyby chcieli słuchać „partyjnej dobrej nowiny”, włączyliby TVP. I znów będziemy się dziwić, że w kierunku księdza idącego w sutannie po rynku jednego z najbardziej „religijnych polskich miast”, jakim jest (był) Kraków, z ust przechodniów płynie rzeka bluźnierczych wyzwisk, pośród których „ty pisowska szujo” jest tym najbardziej kulturalnym (przeżyłem to 15 sierpnia 2021 roku na Rynku w Krakowie właśnie). Nie ma co się dziwić, skoro sutanna w Polsce dla wielu jest już tożsama z mundurem partyjnego funkcjonariusza.

Nie musimy czekać do wyborów. To dzieje się nieustannie od kilku lat. Mój znajomy, szczeciński radny (niezrzeszony/bezpartyjny), opowiadał mi kilka dni temu, jak wielką burzę wywołała w Szczecinie kwestia ustanowienia w dniu 5 lipca lokalnego święta – Dnia Pionierów Miasta Szczecina. Części radnych reprezentujących partię ta data nie odpowiada. Ich zdaniem swój „dzień urodzin” Szczecin powinien świętować 15 lipca. Dlaczego? Ponieważ 15 lipca 1945 roku miały miejsce tzw. „obchody grunwaldzkie”, upamiętniające zwycięstwo pod Grunwaldem. Co jednak ważniejsze, a nawet kluczowe i decydujące – według ludzi partii – tego dnia odprawiono pierwszą Mszę św. w polskim (wolnym) Szczecinie. Była ona celebrowana przez ks. Kazimierza Świetlińskiego, chrystusowca, jednego z pierwszych polskich duchownych na tzw. „Ziemiach Odzyskanych”. Dlatego według przedstawicieli partii jest to data fundamentalna: ochrzczono wówczas owo pokalane dziecko, jakim był Szczecin. Czy rzeczywiście jednak Msza święta świadczy o polskości nadodrzańskiego miasta? Kolejny raz Kościół wykorzystywany jest instrumentalnie, jako narzędzie politycznej walki, a Eucharystia – Msza święta sprawowana 15 lipca 1945 roku – staje się orężem wymierzonym w politycznych przeciwników. Czy słyszał ktoś o proteście miejscowego arcybiskupa, albo chociaż o wyraźnym odcięciu  się kościelnej hierarchii od tych partyjnych gierek? Próżno tego oczekiwać.

Szczecin to oczywiście nie jedyny przykład instrumentalnego wykorzystania Kościoła i Najświętszej Eucharystii. W bazylice św. Brygidy w Gdańsku w tych dniach była sprawowana uroczysta Msza św. w intencji fuzji Orlenu i Lotosu. W kościele przemawiał między innymi prezes PKN Orlen, Daniel Obajtek. Doszło także do symbolicznego połączenia dwóch krzyży, które przed laty poświęcił papież Jan Paweł II. Mszę św. każdy może zamówić i w niej uczestniczyć gdzie tylko chce. Wątpię jednak, by intencją ofiarodawcy było tutaj wyproszenie Bożego błogosławieństwa i pomyślności dla największego polskiego przedsiębiorstwa. Gdyby tak było, Mszę św. zamówiono by w jakiejś małej, podupadającej parafii, której przy tej okazji można by bez rozgłosu pomóc. Sam zresztą – gdybym był proboszczem parafii św. Brygidy – tak bym Panu Prezesowi Obajtkowi doradził i zasugerował. Ale tu – w mojej opinii – nie tyle o szczerą modlitwę i zawierzenie Bogu chodziło, co raczej o happening i manifestację „pobożności” oraz instrumentalne wykorzystanie Kościoła dla dobra partii, a przede wszystkim o kościelne zalegalizowanie jej politycznych i gospodarczych decyzji.

Od kilku dni trwa polska narodowa debata na temat sobotniej Koszalińskiej Nocy Kabaretowej, podczas której Neonówka zaprezentowała skecz uznany przez niektórych za bezpardonowy atak na rządzących. W mojej ocenie ów skecz to raczej smutny dokument, doskonale ukazujący społeczny, polityczny i religijny obraz polskiego społeczeństwa. Skala oburzenia kabaretem jest ogromna. W sukurs partii rządzącej przychodzi nie kto inny, jak – oczywiście! – niektórzy duchowni, dla których prezes jest ważniejszy od Pana Jezusa, partia od Kościoła, a przekaz TVP Info od Ewangelii. Kiedy tak słuchałem w poniedziałek przez niemal trzy godziny Radia Maryja, przypomniałem sobie, co kiedyś powiedział dominikanin o. Paweł Kozacki, odpowiadając na pytanie dziennikarza: „Po co księżom PiS?”: „Oni w to wchodzą, bo stają się bezradni wobec procesów laicyzacji. Nie wiedzą, jak na nie reagować, jak się przed nimi bronić. I jeśli nie wiemy, jak przyciągnąć do Kościoła ludzi Ewangelią, to przypominamy sobie, że jest taka partia, która nas przed tym światem obroni, otoczy Kościół opieką. To właśnie pokładanie ufności w ziemskich ośrodkach. PiS wysyła komunikat: My o was dbamy, nie pozwolimy wam zrobić krzywdy. Jak się do tego doda wątki patriotyczne czy teraz opiekę socjalną, to duchowni to akceptują” – tłumaczył niemal trzy lata temu ojciec Kozacki.

Kościół musi być wolny od bieżącej polityki. Duchowni natomiast muszą być blisko ludzi i ich spraw, ale daleko od partii i partyjnych spraw. Wątpię, by rzeczywiście tak było w nadchodzących miesiącach. Domyślam się również, że ten mój głos – jak to drzewiej wiele razy bywało – oburzy niektórych duchownych, w tym także, odpowiedzialnych za udostępnianie ambony politykom, proboszczów. Postanowiłem jednak o tym napisać dzisiaj, gdy w liturgii wspominamy św. Jana Marię Vianneya – niezwykłego księdza, odważnego proboszcza i odnowiciela francuskiego Kościoła. Mam wciąż jeszcze cichą nadzieję, że ten francuski święty i patron proboszczów będzie dla nas przykładem i inspiracją do obrony Kościoła przed tymi, którzy najbardziej mu szkodzą oraz unikania pełnego bojaźni milczenia i odważnego  mówienia „non possumus” tam, gdzie głośno i wyraźnie powiedzieć to trzeba. Odwagi i miłości do Kościoła, wszystkim nam, zwłaszcza księżom proboszczom, szczerze dzisiaj winszuję.

Ks. Bartosz Rajewski

Nasza witryna używa plików cookies. Dowiedz się więcej:Polityka prywatności