DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚCIE MOJĄ NADZIEJĄ
Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi
1 stycznia 2025 roku
I CZYTANIE: Lb 6,22-27. II CZYTANIE: Ga 4,4-7. EWANGELIA: Łk 2,16-21.
Pasterze pospiesznie udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane. Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie Matki.
Jeśli czytasz ten tekst, najprawdopodobniej należysz do bogatszej połowy ludzkości. Żeby załapać się do tego „elitarnego” grona, wystarczy mieć dziś łączny majątek nieco większy niż 12 tysięcy złotych (nieco ponad 2 tysiące funtów). Tylko w Polsce jest niemal 100 tysięcy osób, które mogą pochwalić się majątkiem większym niż milion dolarów. Skoro 12 tysięcy wystarczy, żeby poczuć się bogatym, jak niewiele muszą mieć ci wszyscy, którzy nie należą do tej „bogatszej” połowy ludzkości?
Noworoczne rozważania zaczynam od kwestii finansowych, ponieważ żyjemy w czasach, w których ludzie w dużej mierze swoje poczucie szczęścia i nadzieję na lepsze jutro pokładają właśnie w pieniądzu. Skąd zatem doświadczenie braku sensu życia u milionerów i beznadziei u tych, którzy na pierwszy rzut oka mają wszystko? Skąd doświadczenie braku nadziei w naszym życiu, skoro mamy przynajmniej to minimum, jakim jest dach nad głową i luksus, jakim jest dostęp do Internetu, o wodzie nie wspominając?
Rozpoczynamy kolejny rok pielgrzymki przez życie. To ważny czas – Rok Jubileuszowy. Jego hasło jest niezwykle proste i wymowne: „Pielgrzymi nadziei”. „Dzisiaj nadziei potrzebuje społeczeństwo, ludzie młodzi, starsi, chorzy, stworzenie oraz Kościół. Nadziei potrzebuje każdy z nas” – wskazuje papież Franciszek w bulli zwołującej Rok Święty 2025. W maju, kiedy Ojciec Święty zapowiadał Rok Jubileuszowy i ogłaszał bullę, mówił, że „nadziei potrzebuje każdy z nas: nasze niekiedy znużone i zranione życie, nasze serca spragnione prawdy, dobra i piękna, nasze marzenia, których nie może zgasić żaden mrok. Wszystko, w nas i na zewnątrz nas, woła o nadzieję i szuka, nawet o tym nie wiedząc, bliskości Boga”.
„Pasterze pospiesznie udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie” (Łk 2,16). Bez wątpienia Nowonarodzone Dziecię było dla pasterzy tą Nadzieją, której poszukiwali i której pragnęli. To wskazówka także dla nas. Kiedy zaczyna brakować nam nadziei, a nasze życie paraliżuje niepewność i lęk, jest tylko jeden kierunek prowadzący do źródła nadziei, w którym pospiesznie, tzn. bez ociągania i bez zwlekania powinniśmy biec. To Jezus Chrystus – jedyny dawca autentycznej i niezawodnej nadziei. On sam jest tą Nadzieją.
W świętach Bożego Narodzenia wszystko mówi nam o nadziei. Nawet czas ich obchodzenia. Na razie jeszcze tego nie widać, ale od 22 grudnia noc realnie zaczyna ustępować miejsca dniowi, najgorsze (pod naszą szerokością geograficzną) mamy za sobą. Jasne, że efekty owego przesilenia odczujemy pewnie najwcześniej w marcu, ale to znowu przecież opowieść o naszym życiu. Zawsze trzeba cierpliwie czekać na wypełnienie nadziei, choćby nawet dzisiaj nic nie wskazywało, że ma się na lepsze. Warto więc jeszcze raz popatrzeć na żłóbek i przypomnieć sobie, że dokładnie każdy: bezdomny, prezydent, sąsiad, król, sprzedawca, arcybiskup, był kiedyś czystą przychodzącą na świat nadzieją. Każdy człowiek, który przychodzi na świat – czy to w pałacu, czy w wiejskiej chacie – jest dla ludzkości promykiem nadziei. Widzisz w każdym bliźnim to, co w małym Jezusie widziała Jego Matka? Widzisz w każdym, nawet najbardziej irytującym Cię bliźnim to, co w małym Jezusie widziała Maryja? Potrafisz nadzieję dostrzec w każdym?
Czas na noworoczne zadanie. Zamknij teraz oczy (domyślam się, że po sylwestrowej nocy nie jest to szczególnie trudne). Wyobraź sobie siebie w momencie narodzin: wrzeszczącego wniebogłosy, jeszcze nawet nie zawiniętego w pieluszki, kurczowo trzymającego się palca swojej mamy. Widzisz jej łzy wzruszenia? Dostrzegasz niemal mdlejącego z przejęcia swojego ojca? A Twoje rodzeństwo, babcie, dziadkowie, ciotki i wujowie – ile w nich wszystkich szczęścia, rozrzewnienia i… nadziei. Czy nadal jesteś nadzieją dla tych, których kochasz i którzy kochają Ciebie? A nawet jeśli Twoje narodzenie dla niewielu było nadzieją, to z pewnością było i jest nadzieją dla Boga. Jesteś tą nadzieją, którą On – Bóg – pokładał w Tobie? Spieszę z odpowiedzią: jesteś, bo On nigdy nie stracił nadziei i wiary w Ciebie!
Nasza nadzieja nie jest zależna od stanu posiadania i dobrobytu, komfortu życia i bentleya w garażu, zainwestowanych funduszy i wpływów z dywidendy. „Wystarczy dobry człowiek, by pojawiła się nadzieja!” (Franciszek, Laudato si' 71). Niech każdy z nas stanie się nadzieją dla innych, tak jak Jezus stał się nadzieją dla całej ludzkości. Dziękuję, że swoją obecnością przypominacie mi, że zawsze jest nadzieja. Dziękuję, że jesteście moją nadzieją!