MAŁŻEŃSKIE DIAGNOZY I RECEPTY NA SZCZĘŚCIE
Uroczystość Świętej Rodziny – Jezusa, Maryi i Józefa
29 grudnia 2024 roku
I CZYTANIE: 1 Sm 1, 20-22. 24-28. II CZYTANIE: 1 J 3, 1-2. 21-24. EWANGELIA: Łk 2, 41-52.
Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jeruzalem na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został młody Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest wśród pątników, uszli dzień drogi i szukali Go między krewnymi i znajomymi. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jeruzalem, szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: "Synu, czemu nam to uczyniłeś? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie". Lecz on im odpowiedział: "Czemu Mnie szukaliście? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?" Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te sprawy w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.
Jeden z polskich celebrytów stwierdził kilka miesięcy temu, że „rozwód jest częścią małżeństwa, tak jak śmierć jest częścią życia”. W Polsce rozpada się już co trzecie małżeństwo. Jeśli wziąć pod uwagę związki nieformalne, to skala tych rozstań jest jeszcze większa. W Wielkiej Brytanii trudno mówić o rozpadzie małżeństw, bo od lat zawiera się ich po prostu coraz mniej. Poczytałem też na temat skutków rozwodu rodziców dla życia dziecka. Nie widać tam żadnych korzyści. Bilans strat i zysków jest dla dziecka niemal zawsze przerażający i tragicznie ujemny.
Ponad 30 lat temu włoski kardynał Carlo Caffarra otrzymał od Jana Pawła II zadanie zorganizowania i kierowania nowoutworzonym Papieskim Instytutem Studiów nad Małżeństwem i Rodziną. Wtedy też ten włoski purpurat wysłała do Siostry Łucji, wizjonerki z Fatimy, krótką prośbę o modlitwę. W odpowiedzi otrzymał długi list, w którym Siostra Łucja zapowiedziała, że „decydująca konfrontacja między Bogiem i szatanem będzie dotyczyć małżeństwa i rodziny”. Może się starzeję, może też jakoś „radykalizuję”, ale – patrząc na to co dzieje się z małżeństwami i rodzinami – trudno nie zauważyć, że jednak jest coś na rzeczy.
Diagnozy socjologiczne i psychologiczne kondycji współczesnych małżeństw i rodzin są obszerne, znane i wciąż pogłębiane. Nie ma zatem potrzeby, bym powtarzał to, o czym wciąż słyszymy. Cytując klasyka: koń, jaki jest, każdy widzi. Wiele jest diagnoz. Wciąż niewiele recept. A może lepiej – wiele recept, ale jakoś nieskutecznych. Powstała nawet książka autorstwa Annegret Hiekisch i Christiane Bundschuh-Schramm pt. „Recepta na szczęśliwą rodzinę”. Autorki zdają się podpowiadać, że równowaga w życiu jest kluczem do rozwiązania wszystkich problemów. Jednocześnie jednak najtrudniej jest zachować ową równowagę. Któż bowiem nie chciałby pogodzić życia z pracą, bycia rodzicem z byciem parą, trwania przy kimś z dawaniem mu przestrzeni, wspierania z pozostawianiem inicjatywy, bliskości z dystansem, codziennych trosk z życiem duchowym? Książka zachęca do takiej właśnie równowagi. Autorki podkreślają wagę złotego środka i podsuwając konkretne pomysły dla jego osiągnięcia.
Być może równowaga jest kluczem do osiągnięcia szczęścia w rodzinie. Być może takim kluczem jest powrót do autentycznych wartości, jakimi ludzkość kierowała się od pokoleń. Być może potrzeba walki z „lewacką ideologią”, jak proponują inni. Nie wiem. Być może. Nie jestem ekspertem. Jedno wiem na pewno. Patrząc na rozwiedzionych moich znajomych i przyjaciół, stwierdzam, że każda sytuacja jest inna i wymaga indywidualnego podejścia. Nie zawsze bowiem jest tak, że każde małżeństwo można i trzeba za wszelką cenę ratować.
Pewną wskazówkę istotną nie tylko dla życia małżeńskiego i rodzinnego, znajduję w dzisiejszej Ewangelii. „Potem [Jezus] poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany” (Łk 2,51). Stwórca świata podporządkował się cieśli! – zdumiewa się św. Antoni z Padwy. Ciekawe i zachwycające jest to, że Jezus w tym podporządkowaniu i posłuszeństwie miał doświadczenie „wzrastania”. On w uniżeniu rośnie. To uniżenie Go nie przytłacza, nie ogranicza Jego rozwoju, nie tłamsi.
W tym kontekście możemy pytać – z jednej strony – o nasze podporządkowanie i posłuszeństwo Bogu. Ale możemy też pytać – z drugiej strony – o naszą szanującą wolność umiejętność bycia i życia z innymi, zwłaszcza z tymi, którzy w jakiś sposób są od nas zależni. A przecież w rodzinie wszyscy, w mniejszym lub większym stopniu, są od siebie zależni. Możemy i powinniśmy pytać o umiejętność takiego współistnienia, w którym każdy ma poczucie wolności, ciągłej motywacji i rozwoju, a nie stłamszenia i blokowania swoich możliwości. Warto też zastanowić się, czy w naszych rodzinach stajemy się coraz bardziej dojrzali i odpowiedzialni?; czy możemy rozwijać wszystkie tkwiące w nas uzdolnienia i predyspozycje?; czy wzrastamy i się rozwijamy?
W kontekście Jezusowego posłuszeństwa, nie można nie postawić pytania o umiejętność słuchania. W kultowym filmie „Absolwent" Simon i Garfunkel śpiewają, że „ludzie przemawiają, nie mówiąc, słyszą, nie słuchając". W efekcie wszystko jest brzmieniem ciszy, i to tej w najgorszym wydaniu. Ciszy izolacji i zerwania więzi, najważniejszych i fundamentalnych, bo rodzinnych. A przecież można trochę inaczej. Wystarczy wsłuchać się w opowieść żony, męża lub dzieci. Wsłuchać się pamiętając jednocześnie, że Bóg nie uczynił nas właścicielami niczyjego życia, a jedynie (lub aż) Jego i bliźnich partnerami.
Warto więc te pytania, nie tylko dzisiaj, sobie zadawać. A ja – ksiądz – stawiając sobie (nie tylko dzisiaj) te pytania, myślę o mojej ukochanej rodzinie – rodzinie parafialnej.