MAZURSKA OBRONA KOŚCIOŁA - rozważanie na Niedzielę Chrztu Pańskiego, 12 stycznia 2025 roku

MAZURSKA OBRONA KOŚCIOŁA

Niedziela Chrztu Pańskiego

12 stycznia 2025 roku

I CZYTANIE: Iz 40, 1-5. 9-11. II CZYTANIE: Tt 2, 11-14; 3, 4-7. EWANGELIA: Łk 3, 15-16.21-22.

Gdy lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w swych sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: "Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem". Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił nad Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: "Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie".

Podczas sierpniowego pobytu na Mazurach, byłem na koncercie pewnego zdolnego i znanego polskiego artysty młodego pokolenia. Trzeba dodać, że koncert to był piękny i wzruszający. Jak to czasem jednak bywa, w tej „muzycznej beczce miodu” nie zabrakło przysłowiowej „łyżki dziegciu”. W pogadankach między utworami, muzyk nie stronił bowiem od kąśliwych, a nawet pełnych drwin uwag wobec Kościoła. Antyklerykalna narracja spotykała się z zadowoleniem i aplauzem uczestników wydarzenia. Dla mnie jednak była doświadczeniem trudnym i bolesnym. Wszak uczestnicy koncertu w zdecydowanej większości byli ludźmi ochrzczonymi, należącymi do tej rodziny Kościoła, którą artysta z taką pasją wyszydzał.

Dzisiejsze święto Chrztu Pańskiego z jednej strony objawia nam, że Jezus jest Synem Bożym, z drugiej – mówi nam także o naszym chrzcie, który z kolei nas uczynił dziećmi Bożymi. Chrzest to Bóg, który przychodzi do nas, oczyszcza, uzdrawia nasze serce, czyni nas swoimi dziećmi na zawsze, swoim ludem, swoją rodziną, dziedzicami raju (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 1279). Chrzest czyni nas członkami Ciała Chrystusa – Kościoła. Nie jesteśmy zatem wyizolowani i niezależni od siebie, lecz należymy do wielkiej kościelnej rodziny. Rodziny, której czasem trzeba i należy bronić, bo także i taki obowiązek wynika z przyjętego przez nas chrztu.

W jaki zatem sposób bronić Kościoła? Na tak postawione pytanie odpowiadał przed laty śp. ks. Piotr Pawlukiewicz, który z kolei przywołał historię opowiedzianą przez śp. o. Stanisława Jarosza. Do znanego paulina, jeszcze w czasach komuny, przyszedł pewien mężczyzna i podzielił się przełomowym wydarzeniem ze swojego życia. „Ojcze – mówił – pracuję w zakładzie, gdzie jest nas dużo partyjnych. Awansujemy, mamy super warunki pracy i bardzo dobre pensje. Ale w moim zespole pracuje też jeden człowiek, który otwarcie mówi, że wierzy w Boga, modli się i chodzi do kościoła. On nie awansuje, jest takim wyśmiewanym przez nas popychadłem, pracownikiem drugiej kategorii. Ponieważ jednak jest nieprawdopodobnie pracowity i solidny, to go nie zwalniają. My się z niego śmiejemy, szydzimy, pytamy go, czy już różańczyk odmówił. Ojcze, dwa tygodnie temu miałem wypadek samochody. Auto dachowało i przygniotło mnie. Leżałem głową do ziemi, nie mogłem się ruszyć i tylko czekałem, jak iskra dojdzie do wypływającej z baku benzyny. Liczyłem się z faktem, że w każdej sekundzie mogę umrzeć. Wie ojciec, o czym zacząłem myśleć? O tym moim koledze z pracy. Nie wiem, do kogo się modliłem: czy do Boga, czy do tego kolegi. Tak, jakbym chciał powiedzieć: Panie Boże, ja znam takiego jednego pobożnego, z którego trochę się naśmiewałem. My razem pracujemy. Panie Boże, to może uwzględnisz to, że ja znam tego pobożnego kolegę z pracy?”.

Mężczyzna ostatecznie został uratowany. Pytał ojca Jarosza: „Gdybym ja wtedy umarł, miałbym szansę na zbawienie przez to, że tak się gorliwie modliłem do Boga, do tego kolegi?”. „Tak” – odpowiedział ojciec paulin. I dodał: „Ten kolega jest dla ciebie ziarnkiem soli, która posoliła cały twój zakład pracy”. Komentuje ks. Piotr Pawlukiewicz: „Może cię wyśmiewają w pracy, może drwią, może lekceważą... Ale żyj tak, by twoi koledzy – wtedy, gdy będą umierać – pomyśleli o Tobie”. Żyj tak, żeby Twoje świadectwo życia otworzyło niebo innym. To jest właśnie najlepsza obrona Kościoła – Twoje świadectwo.

Nasz chrzest do niczego nas tak bardzo nie zobowiązuje, jak do chrześcijańskiego życia, a więc do bezkompromisowego życia Ewangelią. Może się zdarzyć i nierzadko zdarza się, że nasza jednoznaczna reakcja wobec postępowania innych jest niezbędna, stając się owym „ziarnkiem soli”, która posoli całe ich życie. Z tego właśnie powodu, po zakończonym koncercie, o którym wspomniałem na wstępie do dzisiejszych rozważań, wybrałem się na tzw. backstage. Niezatrzymywany przez ochronę, wszedłem do garderoby i stanąłem przed artystą. Byli tam też inni ludzie. Przeprosiłem za najście i wyznałem: „Jestem księdzem. Kocham Kościół. Jestem świadom jego niedoskonałości, ale kocham go. Wiem, że my – ludzie Kościoła – nie zawsze żyjemy tak, jak powinniśmy. Nie jestem święty, ale Kościołowi oddałem całe moje życie. Zagrał pan świetny koncert. Bardzo jednak zabolało mnie to, co mówił pan o Kościele. Zrobi pan, jak zechce, ale dzisiaj bardzo proszę, żeby już nigdy nie szydziła pan z Kościoła”. Wyraźnie zszokowany muzyk przeprosił za całą sytuację i obiecał, że już nigdy się to nie powtórzy. Kto wie, być może właśnie to zdarzenie było owym „ziarenkiem soli”, która posoliła całe życie? Życie artysty, ale też i moje życie…

Nasza witryna używa plików cookies. Dowiedz się więcej:Polityka prywatności