WYPATRUJĄC AUTORYTETU
III Niedziela zwykła
26 stycznia 2025 roku
I CZYTANIE: Ne 8, 2-4a. 5-6. 8-10. II CZYTANIE: 1 Kor 12, 12-30. EWANGELIA: Łk 1, 1-4; 4, 14-21.
Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono. W owym czasie: Powrócił Jezus mocą Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich. Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, znalazł miejsce, gdzie było napisane: "Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski Pana". Zwinąwszy księgę, oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Niego utkwione. Począł więc mówić do nich: "Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście".
Kilka dni temu obchodziliśmy szóstą już rocznicę tragicznej śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. „Nie bądźmy dłużej obojętni na panoszącą się truciznę” – apelował wówczas dominikanin o. Ludwik Wiśniewski. Grzmiał, że trzeba skończyć z nienawiścią, pogardą i bezpodstawnym oskarżaniem innych. Jego słowa silnie rozbrzmiały na całą Polskę i przez wiele tygodni nie schodziły z ust w wielu domach. Dla większości ludzi zatroskanych o losy Kościoła w Polsce, był to głos od wielu lat wyczekiwany. Paradoksalnie, sytuacja ta pokazuje, że brakuje w polskim Kościele autorytetów, a więc ludzi, którzy jak kard. Wojtyła czy kard. Wyszyński mogliby pociągnąć za sobą tłumy. Tylko czy naprawdę to właśnie w Kościele jest najważniejsze?
W dobie, kiedy tak dramatycznie zmalała liczba autorytetów i z troską myślimy o przyszłości Kościoła, uważam, że nie jest wcale najpilniejszą potrzebą, byśmy tych autorytetów poszukiwali, albo – co gorsza – na siłę je kreowali. Potrzeba, by nasze oczy były utkwione w Jezusie. „A oczy wszystkich w synagodze były w Niego utkwione” – zanotował św. Łukasz Ewangelista. Nasza troska o Kościół nie może przesłaniać prawdy najważniejszej, że nasze zbawienie zależy najpierw od Jezusa. Słusznie patrzymy i oceniamy ludzi, których powołał do swojej służby – księży, biskupów, ojców dyrektorów, zakonnice i zakonników, ale to nie oni są gwarantami naszego spełnienia, szczęścia i zbawienia, lecz nasza osobista relacja z Chrystusem. Nawet najdoskonalej urządzona parafia z wymarzonym proboszczem i najlepszym kaznodzieją nie jest gwarantem naszego zbawienia. Bo Duch Mesjański spoczął tylko na Jezusie – to od Niego czerpiemy energię życia. I siłę. I nadzieję.
Wpatrywać się w Jezusa można też w różny sposób i z różną intensywnością. Można widzieć w Nim tylko tego, który pochodził z Betlejem i z Nazaretu. Wówczas dostrzeżemy jedynie niezwyczajnego człowieka. Takim też zapewne widzieli Go słuchacze w synagodze. Ale można też wpatrywać się w Jezusa, który pochodzi od Ojca. Z Niego odwiecznie zrodzony. Przez Niego posłany. Jest Bogiem. Nie tylko naucza, ale też zbawia. Wskrzesza umarłych. Uzdrawia. Odpuszcza grzechy. Głosi Słowo z mocą. Słowo, które nie tylko informuje, ale formuje.
Nie tylko objaśnia, ale i stwarza. To całkiem inna perspektywa. Czym innym bowiem jest wiedzieć, że był Jezus z Nazaretu; czym innym zaś wierzyć, że jest moim Panem i moim Bogiem. Tak samo zresztą jak na Jezusa, możemy patrzeć na Kościół. Możemy widzieć w nim jedynie dobrze zorganizowaną instytucję. Ale możemy też widzieć znacznie więcej – przestrzeń działania Chrystusa, który wciąż naucza, zbawia, odpuszcza grzechy, wskrzesza, na nowo stwarza…
„Kościół jest dla mnie miejscem gdzie mogę sie zrelaksować, porozmawiać po swojemu, bez »klepania modlitwy«
. To miejsce, gdzie kiedyś potrafiłam pozbierać myśli. Z chwilą kiedy zauważyłam, że jest mi coraz trudniej skupić się na modlitwie i drażni mnie w koło to samo powtarzane Słowo Boże, odstąpiłam. Jestem sporadycznie, w święta: Wielkanoc i Boże Narodzenie, ponieważ mam taką wewnętrzną potrzebę” – napisała kiedyś do mnie pewna kobieta. I można się obruszać i irytować, że nie dostrzega tego, co najważniejsze. I można się smucić, że nie widzi w Kościele ani Jezusa człowieka, ani – tym bardziej – Jezusa Boga. Warto jednak spojrzeć na to z innej perspektywy.
Inaczej patrzymy na życie innych i nasze życie z naszymi wątpliwościami, zranieniami i grzechami, gdy uświadomimy sobie, że ta niedoskonałość i nieumiejętność wpatrywania się w Jezusa Boga bierze się nie tylko ze złej woli, ale i stąd, że my – ludzie – wciąż jesteśmy w drodze, wciąż dorastamy i dojrzewamy. Zdobyta wiedza i doświadczenie tylko po części pomagają zorientować się w sprawach ludzkich i Boskich. Dlatego można i trzeba uczyć się o Jezusie z Nazaretu. Ale to, kim On jest, odkrywamy dopiero w czasie modlitwy, wpatrzeni w Niego, zasłuchani w Jego Słowo. Dostrzegamy wtedy, że tylko On jest jedynym i prawdziwym Autorytetem. A odkrywając Go, odkrywamy Kościół.